środa, 22 kwietnia 2015
Incepcja
Sen we śnie.
Opowieść w opowieści.
Mam kilka przeczuciów. Że coś się stanie. Że czeka nas walka.
Za rok, za dwa?
Mam kilka przeczuciów. Kiedyś wszystko było o mnie. Prześladowały mnie pewne znaki.
Piotrków, liczba 44.
Odkryłam, że na świecie jest pełno synchronii, zagadek.
Świat jest jak szachownica. Albo piaskownica...
Kto ma oczy niechaj słucha, czy jakoś tak...
Mam kilka przeczuciów. Że pewne rzeczy są niemal metafizyczne.
I dlatego wygramy tę walkę.
Czuję się jakbym znalazła strzępki zaplątanych sznurków i trzymała je za końcówki...
Ale nie widzę, co jest dalej, do czego są przywiązane... a są bardzo długie.
Po prostu znalazłam te końcówki sznurków i nic z tym nie mogę zrobić.
Oprócz tego, że powoli idę naprzód i próbuje je rozwiązać...
Np. : kogut gasi pożary, biedronka zieje ogniem. Czy to ma sens?
Albo: nowe Jeruzalem... Albo: wielka impra...
Hmm, czy nie lepiej byłoby wszystko uprościć? Znaleźć jeden, właściwy sznurek i się go trzymać?
A nie tworzyć jakieś szalone teorie - prowadzące w swej naturze do sekciarstwa.
Tak, to jest jak to zdanie: jest tylko Jeden Kościół, a wszystko inne to sekta.
Nie dajmy sobie zrobić kliszy z mózgu!
Opowieść w opowieści.
Mam kilka przeczuciów. Że coś się stanie. Że czeka nas walka.
Za rok, za dwa?
Mam kilka przeczuciów. Kiedyś wszystko było o mnie. Prześladowały mnie pewne znaki.
Piotrków, liczba 44.
Odkryłam, że na świecie jest pełno synchronii, zagadek.
Świat jest jak szachownica. Albo piaskownica...
Kto ma oczy niechaj słucha, czy jakoś tak...
Mam kilka przeczuciów. Że pewne rzeczy są niemal metafizyczne.
I dlatego wygramy tę walkę.
Czuję się jakbym znalazła strzępki zaplątanych sznurków i trzymała je za końcówki...
Ale nie widzę, co jest dalej, do czego są przywiązane... a są bardzo długie.
Po prostu znalazłam te końcówki sznurków i nic z tym nie mogę zrobić.
Oprócz tego, że powoli idę naprzód i próbuje je rozwiązać...
Np. : kogut gasi pożary, biedronka zieje ogniem. Czy to ma sens?
Albo: nowe Jeruzalem... Albo: wielka impra...
Hmm, czy nie lepiej byłoby wszystko uprościć? Znaleźć jeden, właściwy sznurek i się go trzymać?
A nie tworzyć jakieś szalone teorie - prowadzące w swej naturze do sekciarstwa.
Tak, to jest jak to zdanie: jest tylko Jeden Kościół, a wszystko inne to sekta.
Nie dajmy sobie zrobić kliszy z mózgu!
niedziela, 19 kwietnia 2015
Początek książki "Paranoidalna podróż"
"No cóż, jeśli chcesz róż, musisz czuć kolce!
Nerwy z żelaza karzą mi kuć, póki gorące!"
1. Zagubione dziecko
"Najmniej osób chciałoby siedzieć w ławce z osobą, która jest chora psychicznie" - oto jak pani na polskim w połowie drugiej klasy sparafrazowała ankietę z pisma Charaktery. Co prawda w oryginale było: mieć za sąsiada, bo czytałam ten numer, ale to prawie na jedno wychodzi. Spojrzałam na puste miejsce w ławce obok mnie.... i poczułam, że robię się czerwona. Zdemaskowana? Chyba jeszcze nie... Po prostu to COŚ, czego bardzo się obawiałam z moją nerwicą. Wstydziłam się też, że sama siedzę. Możliwe nawet, że coś przeczuwałam... Przeczuwałam, że cierpię na coś większego... Heh, szkoda, że pani nie przytoczyła badań, z których wynikało, że co czwarty polak zmaga się z zaburzeniami psychicznymi, a w zasadzie każdy czasem ma jakieś objawy. To by trochę wyrównało ciśnienie.
Znowu ta samotność. Miałam wrażenie, że moja historia zatacza koło... Błędne koło? A może obłędne? Według Einstaina obłędem jest powtarzanie w kółko tych samych błędów. Cierpiałam na nią od początków podstawówki. Choć nie wiem, co ja robiłam źle, co było ze mną "nie tak". Może za bardzo się starałam?
Powiem wprost: choroba psychiczna to dramat, którego w większości nie chcemy oglądać, ani tym bardziej grać w nim głównych ról. Bardzo się go obawiamy. Nie siedziałam sama ze względu na etykietkę wariatki, tak myślę. Powody były inne, zaistniały już wcześniej i mogłam się ich tylko domyślać. Działo się to jeszcze przed "objawieniem", "wybuchem" i "apogeum" choroby. Już się do tego przyzwyczaiłam, co nie oznacza, że czasem to mnie nie bolało... Ale nie o tym będzie ta książka.
Postanowiłam ją napisać po to, aby dać swoiste świadectwo. Szaleństwo to piętno, ale da się z nim ŻYĆ. Zauważyłam, że powoli, p o w o l i , ludzie stają coraz bardziej tolerancyjni, wyrozumiali i wiedzą, że są coraz lepsze metody pomocy, ale wciąż jest dużo lęku, szkodliwych stereotypów i odrzucenia. Co powoduje, że na przykład większość ludzi po pierwszym epizodzie traci prace. A satysfakcjonująca praca przecież jest jednym z najlepszych oddziaływań socjoterapeutycznych, pomagających w zdrowieniu.
Wiadomo, że coś, czego nie widać biologicznie jak na przykład schizofrenia (chociaż czasem widoczne są zmiany w mózgu, mniej tkanki), nie będzie traktowane jak ospa (chociaż koleżanki mnie pocieszały, że niektórzy chorują tak, a inni tak), Ale to się zmienia.
Odważę się opowiedzieć o swojej o swoim zespole paranoidalny,. Teraz czuję się dobrze, jestem zdrowa, ale muszę przynajmniej rok brać leki i mam nadzieję, że to był tylko epizod. Oby to pomogło innym osobom, które przeżyły podobne perypetie do moich, ich rodzinom i znajomym.... A także mnie samej. Mimo, że mam dopiero 18 wiosen, to chcę podzielić się swym doświadczeniem. Napiszę tą opowieść ku pokrzepieniu serc, a także, by wywołać u Was, drodzy czytelnicy, uśmiech na twarzy, a nawet śmiech, bo przecież śmiech to zdrowie!
C.D.N.
niedziela, 12 kwietnia 2015
Bóg pisze najpiękniejsze "Love Story"
Siemanko, kochani! Mamy dzisiaj szczególny dzień, bo jest to święto Miłosierdzia Bożego i piąta rocznica mego nawrócenia, a pierwsza - psychozy... W dodatku Faustyna jest moją patronką. Dziękuję Magdzie, że przesłała Dominice w paczce jej "Dzienniczek" i zgodziła się, by Dominika (też dziękuję) mi go pożyczyła. :)
Dzisiaj czuje się lekko... Byłam u spowiedzi u tego samego księdza, co 5 lat temu. Miłosierdzie Boże jest niesamowite! Wyszłam z kościoła uśmiechnięta po rozmowie z panią, która uczy matmy w podstawówce i daje korki mojej koleżance z gimnazjum. Poleciła mi, by zwróciła się, a raczej... poprosiła o litość pana Andrzeja, który uczył mnie w gimnazjum (najlepszy nauczyciel, jaki mi się trafił) i powiedziała, że ona mnie do niego skierowała. Prawie jak u lekarza. Skierowanie - to już coś!
Gdy biegłam do domu, bo nie mogłam wytrzymać z tej radości (i musiałam jak najszybciej sprawdzić powiadomienia na fejsie... dobra, żartuje), przejechał obok mnie samochód z rejestracją :"444". Śmiejcie się, bądź nie, ale "44" to moja szczęśliwa liczba i uznałam to za dobry znak.
Teraz, słuchając WdoWy na yt, w propozycjach pojawiła mi się Indila z "Love Story". Tako bez większej refleksji kliknęłam... a tu się okazuje, że ten kawałek trwa równo 4:44. Hahah, kolejny znak! Tak mi przyszło do głowy, że Bóg pisze piękne "Love Story". Jest cudownym kompozytorem, czasem jego dzieła wydają się chaotyczne, ale razem tworzą harmonijną całość. I dziękuję mu za wszystkie te nieudane, (a)romantyczne randki, które pięknie mi zaaranżował w okolicznościach przyrody, te wszystkie napisy na ścianach, które były napisane wtedy dla mnie....jakby przez anioła... Co prawda, nie znalazłam wtedy swego Oblubieńca, (kosmicznego chłopaka spełniającego wszystkie oczekiwania), którego wszędzie szukałam... Może to i dobrze, bo bym źle trafiła, a byłam w stanie, w którym pewne rzeczy było ciężko odróżniać...
Niemniej jednak same podróże były fantastyczne. Bóg pisze poemat o Miłości między Nim, a stworzeniem, między każdym człowiekiem. (Według książki "Urzekająca" kobieta jest koroną stworzenia.)
Daje znaki. Cały świat jest dla nas. Opiekuje się nami. Czasem są one tak subtelne, jak dwa gołębie... :) Tylko często my nie potrafimy rozszyfrować o co chodzi, senniki i te sprawy, od razu pochopnie w coś wierzymy, chcemy odpowiedzi na tacy...
Dzisiaj czuje się lekko... Byłam u spowiedzi u tego samego księdza, co 5 lat temu. Miłosierdzie Boże jest niesamowite! Wyszłam z kościoła uśmiechnięta po rozmowie z panią, która uczy matmy w podstawówce i daje korki mojej koleżance z gimnazjum. Poleciła mi, by zwróciła się, a raczej... poprosiła o litość pana Andrzeja, który uczył mnie w gimnazjum (najlepszy nauczyciel, jaki mi się trafił) i powiedziała, że ona mnie do niego skierowała. Prawie jak u lekarza. Skierowanie - to już coś!
Gdy biegłam do domu, bo nie mogłam wytrzymać z tej radości (i musiałam jak najszybciej sprawdzić powiadomienia na fejsie... dobra, żartuje), przejechał obok mnie samochód z rejestracją :"444". Śmiejcie się, bądź nie, ale "44" to moja szczęśliwa liczba i uznałam to za dobry znak.
Teraz, słuchając WdoWy na yt, w propozycjach pojawiła mi się Indila z "Love Story". Tako bez większej refleksji kliknęłam... a tu się okazuje, że ten kawałek trwa równo 4:44. Hahah, kolejny znak! Tak mi przyszło do głowy, że Bóg pisze piękne "Love Story". Jest cudownym kompozytorem, czasem jego dzieła wydają się chaotyczne, ale razem tworzą harmonijną całość. I dziękuję mu za wszystkie te nieudane, (a)romantyczne randki, które pięknie mi zaaranżował w okolicznościach przyrody, te wszystkie napisy na ścianach, które były napisane wtedy dla mnie....jakby przez anioła... Co prawda, nie znalazłam wtedy swego Oblubieńca, (kosmicznego chłopaka spełniającego wszystkie oczekiwania), którego wszędzie szukałam... Może to i dobrze, bo bym źle trafiła, a byłam w stanie, w którym pewne rzeczy było ciężko odróżniać...
Niemniej jednak same podróże były fantastyczne. Bóg pisze poemat o Miłości między Nim, a stworzeniem, między każdym człowiekiem. (Według książki "Urzekająca" kobieta jest koroną stworzenia.)
Daje znaki. Cały świat jest dla nas. Opiekuje się nami. Czasem są one tak subtelne, jak dwa gołębie... :) Tylko często my nie potrafimy rozszyfrować o co chodzi, senniki i te sprawy, od razu pochopnie w coś wierzymy, chcemy odpowiedzi na tacy...
Et personne n'y croit
Mais l'amour fait d'un fou un roi
Et si tu m'ignores
J'me battrai encore et encore
czwartek, 9 kwietnia 2015
Musisz ujrzeć Światło!
"Za głęboko szukasz inspiracji do tekstów..."
Siema ema, zjadłbym dżema!
Hej, ludziska, chciałabym byśmy dziś przyjrzeli się z bliska pewnej kwestii. Mianowicie, mimo iż sprawiam pozory amnestii, to wciąż w mej głowie tłuką się wspomnienia, czegoś czego już nie ma, czegoś co powoduje trzęsienia ziemi... Wciąż pamiętam, jak wczorajszy sen, surrealistyczny okres ten. Wciąż "coś" na mnie spogląda przez uchylone drzwi, wierzcie mi!
Okej, hahaha, dobra, już nie będę rapować. :D
Chodzi mi o to, co działo się, gdy miałam psychozę. A dokładniej, jak wtedy wyglądała moja percepcja muzyki i tekstów...
Dobra, nie chcę mi się teraz o tym pisać, dokończę notkę potem.
A póki co, wyobraźcie sobie, jak kiedyś postrzegałam świat...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)