niedziela, 19 kwietnia 2015

Początek książki "Paranoidalna podróż"

"No cóż, jeśli chcesz róż, musisz czuć kolce!
Nerwy z żelaza karzą mi kuć, póki gorące!"

1. Zagubione dziecko

      "Najmniej osób chciałoby siedzieć w ławce z osobą, która jest chora psychicznie" - oto jak pani na polskim w połowie drugiej klasy sparafrazowała ankietę z pisma Charaktery. Co prawda w oryginale było: mieć za sąsiada, bo czytałam ten numer, ale to prawie na jedno wychodzi. Spojrzałam na puste miejsce w ławce obok mnie.... i poczułam, że robię się czerwona. Zdemaskowana? Chyba jeszcze nie... Po prostu to COŚ, czego bardzo się obawiałam z moją nerwicą. Wstydziłam się też, że sama siedzę. Możliwe nawet, że coś przeczuwałam... Przeczuwałam, że cierpię na coś większego... Heh, szkoda, że pani nie przytoczyła badań, z których wynikało, że co czwarty polak zmaga się z zaburzeniami psychicznymi, a w zasadzie każdy czasem ma jakieś objawy. To by trochę wyrównało ciśnienie.
     Znowu ta samotność. Miałam wrażenie, że moja historia zatacza koło... Błędne koło? A może obłędne? Według Einstaina obłędem jest powtarzanie w kółko tych samych błędów. Cierpiałam na nią od początków podstawówki. Choć nie wiem, co ja robiłam źle, co było ze mną "nie tak". Może za bardzo się starałam?
     Powiem wprost: choroba psychiczna to dramat, którego w większości nie chcemy oglądać, ani tym bardziej grać w nim głównych ról. Bardzo się go obawiamy. Nie siedziałam sama ze względu na etykietkę wariatki, tak myślę. Powody były inne, zaistniały już wcześniej i mogłam się ich tylko domyślać. Działo się to jeszcze przed "objawieniem", "wybuchem" i "apogeum" choroby. Już się do tego przyzwyczaiłam, co nie oznacza, że czasem to mnie nie bolało... Ale nie o tym będzie ta książka.
     Postanowiłam ją napisać po to, aby dać swoiste świadectwo. Szaleństwo to piętno, ale da się z nim ŻYĆ. Zauważyłam, że powoli, p o w o l i , ludzie stają coraz bardziej tolerancyjni, wyrozumiali i wiedzą, że są coraz lepsze metody pomocy, ale wciąż jest dużo lęku, szkodliwych stereotypów i odrzucenia. Co powoduje, że na przykład większość ludzi po pierwszym epizodzie traci prace. A satysfakcjonująca praca przecież jest jednym z najlepszych oddziaływań socjoterapeutycznych, pomagających w zdrowieniu. 
    Wiadomo, że coś, czego nie widać biologicznie jak na przykład schizofrenia (chociaż czasem widoczne są zmiany w mózgu, mniej tkanki), nie będzie traktowane jak ospa (chociaż koleżanki mnie pocieszały, że niektórzy chorują tak, a inni tak), Ale to się zmienia.
    Odważę się opowiedzieć o swojej o swoim zespole paranoidalny,. Teraz czuję się dobrze, jestem zdrowa, ale muszę przynajmniej rok brać leki i mam nadzieję, że to był tylko epizod. Oby to pomogło innym osobom, które przeżyły podobne perypetie do moich, ich rodzinom i znajomym.... A także mnie samej. Mimo, że mam dopiero 18 wiosen, to chcę podzielić się swym doświadczeniem. Napiszę tą opowieść ku pokrzepieniu serc, a także, by wywołać u Was, drodzy czytelnicy, uśmiech na twarzy, a nawet śmiech, bo przecież śmiech to zdrowie!

C.D.N.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz