U mnie kiepsko. Przepraszam, że tyle nie pisałam. Postaram się od teraz regularnie częstować Was nowymi postami.... Będzie to dla mnie też forma autoterapii, której obecnie bardzo potrzebuję. Sama nie wiem, co się ze mną stało. Utknęłam gdzieś w czarnej dziurze. Me zachowanie stanowczo mi się nie podoba i odbiega od mych dawnych standardów. Łudzę się nierealnymi (póki co) marzeniami i planami, chociażby matrymonialnymi, haha ("mąż opatrznościowy"), ale przecież na to jest czas i powinnam zająć się priorytetami, nauką, przecież mam dopiero 18 lat i mam czas na znalezienie drugiej połówki. A jednak to mnie prześladuje. W propozycjach na yt piosenka Czesława "poszukaj męża", w pociągu ktoś słucha "takiego chłopaka" Mikromusic. Nie potrafię się za nic zabrać na dłużej i to skończyć. Sama siebie oszukuje, szkodzę sobie i zasmucam swoją rodzinę - za co jest mi przykro. Najlepszym przykładem jest szkoła, pewnie będę musiała powtarzać trzecią klasę i pisać maturę za rok. Bo chcę ją zdać, ale aktualnie nie mogę się wziąć do kupy. Miałam ostry epizod psychotyczny (oj, się działo...), byłam w szpitalu i przynajmniej do czerwca muszę brać neuroleptyki (abilify). Nie wiem, czy przez to ten brak motywacji, energii i przygnębienie. Chociaż może to jakaś deprecha popsychotyczna? W szpitalu czułam się lepiej... byłam roześmiana, pogodna, wygadana (i trochę w swoim dziwnym, artystycznym świecie) Czy się zmieniłam przez psychozę? Nie, chyba sobie uświadomiłam, jaką ciężką mam sytuacje, ile zaległości i jak odległe są me marzenia, a także, że jestem już dorosła, będę musiała znaleźć studia, prace... jakoś mnie to przeraża, potrzebuję więcej czasu, by po tym wszystkim wrócić do "normalnego życia".
Na szczęście mamy bardzo ładną pogodę, taką złotą polską jesień i spacery poprawiają mi humor. Nie mogę się doczekać, kiedy Mery przyjedzie z Holandii, bo bardzo tęsknię. Powinnam wrócić do swoich dawnych pasji, częściej wyżywać się plastycznie, śpiewać, biegać. Częściej pomagać innym, więcej się troszczyć o innych, działać społecznie. Także by po prostu czuć się potrzebną.
Na koniec najnowszy singiel Tau, na poprawę humoru. Jest to sprzeciw dla konsumpcyjnej zarazy.
Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja?
TAK! Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!
Zawsze, gdy upadasz... wstawaj i próbuj jeszcze raz!
Jejku, Julu, czemu nic nie mówisz?! O takich rzeczach mam się z Internetów dowiadywać?! O Julu, Julu... Co z Ciebie wyrośnie...
OdpowiedzUsuńCieszę się jednak, że już wszystko dobrze. Ale MUSIMY częściej rozmawiać. Inaczej ta cienka, pajęcza nić jeszcze nas łącząca pęknie pod naporem przemijającego czasu. Nie chcę tego, bo jesteś dla mnie ważna. Mam nadzieję, że zobaczymy się szybciej niż wolniej (choć nie mam pojęcia, kiedy będę w Polsce... Tęsknię. I chcę zobaczyć polską jesień!). A co do powtarzania roku - to nic strasznego! Tutaj nauczyłam się, że nie można przyspieszać czyjegoś rozwoju i nawet jeśli ktoś potrzebuje trochę więcej czasu, to należy mu go udostępnić. Sama powtarzałam klasę, więc wiem, co mówię. Mam nadzieję, że na końcu Twojej podróży w liceum będą nadal czekały Twoje marzenia, gotowe do spełnienia :).
Pozdrowienia z jesiennej (lecz nie tak pięknej jak Polska) Holandii
Przesyłam uściski,
Twoja,
Mery
Hej Mery! Sliwki na sosnie i gruszki na wierzbie, haha. O pewnych sprawach Ci juz napompknelam, a dokladniej chcialam i chce wtajemniczyc Cie osobiscie ;) masz racje, ze musimy wiecej rozmawiac, ale nasi dziadkowie mogli miesiacami czekac na listy i zyc wspomnieniami, takze mysle ze nasz kontakt sie nie urwie, a wrecz po tej probie moze sie umocnic. Tymczasem sprobuje skolowac skejpa na telefon. Dzieki wielkie za wiadomosc i ciesze sie, ze nie jestem sama. :) Pozdrawiam. Ps: tez mam nadzieje, ze nasze marzenia czekaja i sie spelnia. A Ty jakie mazz teraz marzenia? Julka
OdpowiedzUsuń