Cześć wszystkim... Ostatnio nie wiem, jak sobie ze sobą poradzić. Tęsknie za swymi urojeniami... Wtedy przynajmniej byłam kimś (a teraz czuję się nikim) i robiłam niesamowite, ciekawe, choć dziwne rzeczy, byłam odważna i czułam, że to ma jakiś nadnaturalny sens, choć niepozbierany, a nawet wykluczający się. Ostatnio biegałam z Kają i rozmawiałyśmy o tym, jak to wyglądało z jej perspektywy i że dobrze, że tak się stało, bo dostałam pomoc, że to było jak narkotyk, a także że to był swoisty dar, urozmaicenie itp...
A co się działo? Np.: znalazłam 7 kluczy, które ze sobą się połączyły. To tylko jeden z fantastycznych, magicznych symboli, znaków, myśli w tamtej całodobowej wędrówce. Szukałam domu... a teraz chciałabym znaleźć klucz do ludzkich serc, a szczególnie jednego. Bo mimo, że wtedy miałam fałszywą nadzieje, że go spotkam (obstawiałam, który jest jego samochód albo że będzie na pikniku rodzinny...) i się pobierzemy (xD)... to chyba czuję... miłość... (???)
Tęsknię nawet za szpitalem, za tańcem, za śpiewaniem...., wymyślaniem rapowego mjuzikalu i superandergrandowego party, za pingpongiem, za salą plastyczną, dekupażem, za robieniem jaśminowych herbatek ("myślałam, że ty jesz te kwiaty"), "dziadkiem i babcią", spacerami, ludźmi, za pomaganiem sobie nawzajem i usługiwaniem potrzebującym, za wymienianiem się jedzeniem....za różnymi "akcjami"...
W szkole czuję się odludnie i obłudnie...chodzę okrężnymi, swoimi drogami. Boli mnie osamotnienie i samotne siedzenie, to, że dobra koleżanka woli siedzieć sama niż ze mną. Martwię się o swoją przyszłość. Studia? Co? Ale najpierw matura... Ale czasem wydaje mi się, że lepiej byłoby to rzucić, przejść póki co na rentę (ale "jak jesteś pierdolnięty, tu nie dają za to renty") i zacząć robić to, co kocham, czyli tworzyć muzykę. Tak bardzo pragnę, by Parapety powstały! A jak to mówią Żydzi: "rób co kochasz, a pieniądze same przyjdą".;)
Chciałam założyć zespół
No i mam... paranoidalny
Miałam jechać w Bieszczady
Me marzenia rozwiał halny...
Ten mrożący wiatr, hipotermia...
Okrąża świat
Zawroty głowy, anemia...
Już sama nie wiem...
Czy mam coś do stracenia?
Spełnię te marzenia!
czwartek, 16 października 2014
czwartek, 9 października 2014
Wracam, by spróbować jeszcze raz
Witajcie kochani! Co u Was słychać, jak się czujecie? :)
U mnie kiepsko. Przepraszam, że tyle nie pisałam. Postaram się od teraz regularnie częstować Was nowymi postami.... Będzie to dla mnie też forma autoterapii, której obecnie bardzo potrzebuję. Sama nie wiem, co się ze mną stało. Utknęłam gdzieś w czarnej dziurze. Me zachowanie stanowczo mi się nie podoba i odbiega od mych dawnych standardów. Łudzę się nierealnymi (póki co) marzeniami i planami, chociażby matrymonialnymi, haha ("mąż opatrznościowy"), ale przecież na to jest czas i powinnam zająć się priorytetami, nauką, przecież mam dopiero 18 lat i mam czas na znalezienie drugiej połówki. A jednak to mnie prześladuje. W propozycjach na yt piosenka Czesława "poszukaj męża", w pociągu ktoś słucha "takiego chłopaka" Mikromusic. Nie potrafię się za nic zabrać na dłużej i to skończyć. Sama siebie oszukuje, szkodzę sobie i zasmucam swoją rodzinę - za co jest mi przykro. Najlepszym przykładem jest szkoła, pewnie będę musiała powtarzać trzecią klasę i pisać maturę za rok. Bo chcę ją zdać, ale aktualnie nie mogę się wziąć do kupy. Miałam ostry epizod psychotyczny (oj, się działo...), byłam w szpitalu i przynajmniej do czerwca muszę brać neuroleptyki (abilify). Nie wiem, czy przez to ten brak motywacji, energii i przygnębienie. Chociaż może to jakaś deprecha popsychotyczna? W szpitalu czułam się lepiej... byłam roześmiana, pogodna, wygadana (i trochę w swoim dziwnym, artystycznym świecie) Czy się zmieniłam przez psychozę? Nie, chyba sobie uświadomiłam, jaką ciężką mam sytuacje, ile zaległości i jak odległe są me marzenia, a także, że jestem już dorosła, będę musiała znaleźć studia, prace... jakoś mnie to przeraża, potrzebuję więcej czasu, by po tym wszystkim wrócić do "normalnego życia".
Na szczęście mamy bardzo ładną pogodę, taką złotą polską jesień i spacery poprawiają mi humor. Nie mogę się doczekać, kiedy Mery przyjedzie z Holandii, bo bardzo tęsknię. Powinnam wrócić do swoich dawnych pasji, częściej wyżywać się plastycznie, śpiewać, biegać. Częściej pomagać innym, więcej się troszczyć o innych, działać społecznie. Także by po prostu czuć się potrzebną.
Na koniec najnowszy singiel Tau, na poprawę humoru. Jest to sprzeciw dla konsumpcyjnej zarazy.
Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja?
TAK! Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!
Zawsze, gdy upadasz... wstawaj i próbuj jeszcze raz!
U mnie kiepsko. Przepraszam, że tyle nie pisałam. Postaram się od teraz regularnie częstować Was nowymi postami.... Będzie to dla mnie też forma autoterapii, której obecnie bardzo potrzebuję. Sama nie wiem, co się ze mną stało. Utknęłam gdzieś w czarnej dziurze. Me zachowanie stanowczo mi się nie podoba i odbiega od mych dawnych standardów. Łudzę się nierealnymi (póki co) marzeniami i planami, chociażby matrymonialnymi, haha ("mąż opatrznościowy"), ale przecież na to jest czas i powinnam zająć się priorytetami, nauką, przecież mam dopiero 18 lat i mam czas na znalezienie drugiej połówki. A jednak to mnie prześladuje. W propozycjach na yt piosenka Czesława "poszukaj męża", w pociągu ktoś słucha "takiego chłopaka" Mikromusic. Nie potrafię się za nic zabrać na dłużej i to skończyć. Sama siebie oszukuje, szkodzę sobie i zasmucam swoją rodzinę - za co jest mi przykro. Najlepszym przykładem jest szkoła, pewnie będę musiała powtarzać trzecią klasę i pisać maturę za rok. Bo chcę ją zdać, ale aktualnie nie mogę się wziąć do kupy. Miałam ostry epizod psychotyczny (oj, się działo...), byłam w szpitalu i przynajmniej do czerwca muszę brać neuroleptyki (abilify). Nie wiem, czy przez to ten brak motywacji, energii i przygnębienie. Chociaż może to jakaś deprecha popsychotyczna? W szpitalu czułam się lepiej... byłam roześmiana, pogodna, wygadana (i trochę w swoim dziwnym, artystycznym świecie) Czy się zmieniłam przez psychozę? Nie, chyba sobie uświadomiłam, jaką ciężką mam sytuacje, ile zaległości i jak odległe są me marzenia, a także, że jestem już dorosła, będę musiała znaleźć studia, prace... jakoś mnie to przeraża, potrzebuję więcej czasu, by po tym wszystkim wrócić do "normalnego życia".
Na szczęście mamy bardzo ładną pogodę, taką złotą polską jesień i spacery poprawiają mi humor. Nie mogę się doczekać, kiedy Mery przyjedzie z Holandii, bo bardzo tęsknię. Powinnam wrócić do swoich dawnych pasji, częściej wyżywać się plastycznie, śpiewać, biegać. Częściej pomagać innym, więcej się troszczyć o innych, działać społecznie. Także by po prostu czuć się potrzebną.
Na koniec najnowszy singiel Tau, na poprawę humoru. Jest to sprzeciw dla konsumpcyjnej zarazy.
Czy jest jeszcze dla mnie nadzieja?
TAK! Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą!
Zawsze, gdy upadasz... wstawaj i próbuj jeszcze raz!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)