ostatnio w mym życiu tyle zawirowań w miłości
i tyle samej Miłości w całej okazałości swych odcieni
co się mieni od radości do łez raf koralowych
cały ocean jest dla mnie pralką, robię więc pranie
tylko wóda ryje banie
Ty oczyszczasz w duszy mnie czystą wodą
i tyle znajomości... tych starych, nowych, szalonych
chichotów płochych, uśmiechów, spojrzeń, refleksji
i braków możliwości, z przypływu presji ucieczki weń
wynurzeń z przeszłości (zdałam sobie sprawę, że blizny* zostają)
a także rąk płynących ku przyszłości (nauczyłam się, czym jest miłość? już nie będę ranić...?
plasterki na serca w powietrzu latają - opium w rosole, matole!)
lękam się odważnych zmian, ale
wykrzykuje w szale: wszystko musi się zmienić!
by mogło się wreszcie światłem mienić
rzucam na szale: swą miłość i poddanie
w oceanu kroplach ś(l)ni tęcza
a potop pozostawił oliwne oręża
i ważę Słowo, bo trzeba je szanować
by nie zaniemówić na nowo
morze jest głębokie, proszę go bronią nie kopiować
może powiem "tak", gdy kiedyś znajdę męża
Kiedy z serca płyną songi
uderzają z wielką mocą
Rozbijają w pył posągi
Słyszysz gongi?
Jeszcze zdążę przed nocą
Warto od nowa spróbować!
Serce swe odkamienić i zagotować!
*tak, te podwórkowe przyjaźnie. nie wiedziałam, przepraszam, za kosza, za bezmyślność...eeee... i za Stefana. xD
** dziwny wiersz, bardzo specyficzny... grafomański? (uporządkowany chaos! a nie chaotyczny pęd!) napisany późno w nocy, gdy upiłam się czekoladą
Zainspirował mnie:
Kabanos! "Czary - Mary" itd.
Pozdrawiam wolnych słuchaczy. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz