Urodzona w muszli
Pielęgnowana przez homary
Z uśmiechem żywiłam się dietetycznym musli
Świeżutki chlebek, prosto z puszki
I smacznie śniłam, co to koszmary?
Moje opuszki rozmiękły
Lecz nie potrzebuję dedukcji ręki
Bo nie potrzebuję żadnej, tyciej męki!
Oni przystosowali mnie
(A może posłużyli się wami?)
Do trzymania odpowiedzialności
Usypiana pieśniami o Posejdonie
Wierzyłam w jego kłamstwa
Nigdy nie stałam wyżej niż na betonowym balkonie
On siedział na tronie
Ja miałam na karku głowe
Przecież widziałam, że słońce jest bogiem
Mogłam być kim chce
Zlewozmywakiem bądź kretem
Pisać eseje, zostać bohaterem, zawodowym burakiem
Ale zlekceważyłam ciśnienie i stałam się leniem
Smarzyłam się na piasku
Nieświadoma potrzasku wtuliłam głowe we włosy
Po przebudzeniu dotarło do mnie jak z procy
-Ratunku! jestem rybką! Siedzę
Za plastikową szybką oglądam swoje alter ego
Ma szklane oczy
Coś obrzydliwego
Pójdę spać, to za dużo jak na jeden dzień...
ref. Rzeczywistość a szalone sny
Jaka różnica?
Różnicą jesteśmy my!
Matematyczna kotwica
Wyrwijmy ją, chodźmy na spacer
Bo duszę się, brakuje mi powietrza
Więc chodźmy, słychać muzykę
Przytrzymaj mi kości, będę lżejsza
Zatańczmy nasz ostatni krwawy balet!
Obudziłam się
Wstałam z łóżka już ubrana
Poszłam do szkoły i wróciłam (rozebrana xD)
Rodzice kupili karpia
To taka smutna ryba
Wczoraj w wodzie - zycie bezcenne
Dziś w wannie - ledwo dycha
Zabijemy go, mu wszystko jedno - pomyślałam
Ale on zachował siędwuznacznie
Karp zaczął się rzucać
Porozlewał wodę
Ugryzł mnie w głowę
I powiedział: "zdychaj szybko, głupia rybko!"
Rzeczywistość a szalone sny
Gdzie jest granica?
Granica to my
Biologiczna kotwica
Fizyczny wyścig
Tylko gdzie meta?
Biegnijmy!
Złap mnie za rękę!
Razem uniesiemy się w powietrze
Słychać aniołów śpiew
Potrzymaj mi kości - będę lżejsza
Zatańczmy nasz ostatni krwawy balet!
Obudziłam się na ulicy
Pośród głuchej ciszy
Gdzie jest granica?
Spalmy granice!
Gdzie jest kotwica?
Wyrwijmy kotwicę!
Jaka różnica?
Nie ma różnicy, bo...
Nic się nie kończy, nic się nie liczy
Jesteśmy martwi
Nic się nie kończy, nic się nie liczy
Stanęłam na sądzie
Nie było słońca, wody, kasy
Została miłość i jej brak
Teraz widzę to jaśniej
Jakie podjęłam decyzje
I że słońce cie zje prędzej
Niż ty nakarmisz sie
Przestań popłażać swemu ego
śmierć może przyjść w każdej chwili
Powiedz, kto wyciągnie cie z otchłani ciszy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz