Nie wiem, czy ma sens to, że tu coś piszę. Ale potrzebuję po prostu wylać z siebie słowa, które i tak już przelały czarę. Ostatnimi dniami czuję się dość dziwnie. Co to znaczy? Może że jakoś nijako, ambiwalentnie z tendencją do wpadania w dołek, rozdrapywania strupów, rozpamiętywania i zamartwiania się. Mam wrażenie, że odeszłam od tego, co jest ważne w moim życiu i zamiast przybliżać się do celu, to się oddalam. Nie, nie chcę się użalać nad sobą. Po prostu nie wiem, co ze mną się dzieje. Może to ciśnienie, może to za dużo kawy albo burza?
Zdałam sobie sprawę, że żyłam i żyję wciąż złudzeniami.... Marzę o czymś, co jest nierealne. Ludzie odchodzą, chociaż się staram... może taka już jestem i lubią mnie tylko Ci, którzy naprawdę mnie nie znają? Czy może odwrotnie? Już sama nie wiem. Ale wiem, że nic na siłe, jak ktoś nie chce, to trzeba to uszanować. Często niechcący się narzucam. Ale po prostu szkoda m tego straconego czasu....Tych lat... Tej pracy....
W życiu najbardziej zależy mi na drugim człowieku i może tu leży mój problem? Dla mnie ktoś jest celem, a nie narzędziem. Może to jest mój potencjał, co?