Wstałam dziś o 6...I poszłam zrobić zieloną herbatę, odpaliłam kompa i zaczęłam rysować. Ale mi nie wychodziło, patrzyłam na swe prace z krytycyzmem. Chyba się cofnęłam, bo mam wrażenie, że w gimnazjum ładniej rysowałam. Ale Ciocia Mucha ma racje, z każdym rysunkiem robi się krok na przód. Trzeba sobie przypomnieć, rozrysować się, znaleźć inspiracje, ćwiczyć oko i się rozwijać. Wczoraj spotkałam się z Gosią na starówce, miałyśmy iść na koncert jazzowy, ale muzyka rozbrzmiewała dość smutno i pompatycznie, bardziej nadawałaby się do jakiegoś filmu, dlatego postanowiłyśmy pójść na Cafe latte do Costy, a potem pojechałyśmy metrem i autobusem i znalazłyśmy się najdłuższym budynku mieszkalnym w Polsce. Tak, to było mieszkanie Gosi. Piłyśmy białą herbatę i rozmawiałyśmy... o naszych przygodach, o chorobach, o relacjach z ludźmi, o szkole... Pomimo, iż wróciłam koło północy... bo po drodze jakiś Ukrainiec pytał mnie o drogę i chyba 15 min rozmawialiśmy (nawet chciał się dziś spotkać, bo w Polsce są takie piękne dziewczyny... ale wolałam nie, na razie chce odpocząć od adoratorów, nie robić mu nadziei i skupić się na nauce), rodzice się niecierpliwili i w ogóle... Pomimo tego się wyspałam. Mam zamiar wstawać teraz systematycznie o 6, być "rannym ptaszkiem", ale wcale nie rannym, tylko polepionym, umiejącym latać wysoko, bo wie kim jest naprawdę i że Miłość może nas wszystkich uleczyć. Hm, a jeszcze do niedawna byłam "sową"...
Słucham Beth Hart i rozmyślam. To bardzo utalentowana artystka, która dzięki pomocy menadżera wyszła z zaburzeń maniakalno-depresyjnych. Sama chyba na nie cierpię, obecnie tylko nie mam manii, bo abilify działa nie tylko na schizo, ale też na CHAD. Pomaga. Ale dosyć często mam zmienne nastroje: jednego dnia łapie doła, a następnego idę biegać i mam mnóstwo energii, jestem podekscytowana i nie mogę usiedzieć . Może cierpię na zaburzenia schizo-afektywne, czyli połączenie tych dwóch chorób. Sport jest znakomity, podnosi nastrój, uwalnia endorfiny... Tak samo jak terapia sztuką, czy duchowością. Albo pracą, czy szkołą. Teraz dopiero się zacznie ciężka praca nad sobą.
Najbardziej się boję, że na początku roku szkolnego złapie mnie jakaś deprecha, nie mogę na to pozwolić, muszę myśleć pozytywnie, być optymistką. :)
Podobno powinnam iść jeszcze na terapie... No to idę! Życie jest terapią!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz